• Kasia Borowczak

Rozmowa z Emmą Conally-Barklem - nauczycielką jogi i pisarką z Anglii

Kasia - Wiem, że ćwiczenie jogi bardzo pomogło ci przejść przez śmierć mamy. Chciałabym dowiedzieć się nieco więcej o twoim doświadczeniu praktykowania jogi podczas żałoby, a także o twoim pomyśle stworzenia programu jogi dla osób, które przeżywają utratę bliskiej osoby.


Emma – Joga była już wcześniej integralną częścią mojego życia, a osiem jej filarów to filozofia, według której staram się żyć i uczyć się od niej. Kiedy zmarła moja mama, byłam, przynajmniej przez rok, w szoku po tym co się właśnie wydarzyło. Odczuwałam też wiele fizycznych objawów, takich jak trudności w oddychaniu, otumanienie i problemy z koncentracją. Filar jogi, który naprawdę mi pomógł, to jej czwarta część, czyli pranajama, która skupia się na kontroli oddechu. W tych wczesnych stadiach mojej żałoby spędzałam dużo czasu na oddychaniu, na wdechu i wydechu, skupiając się na następnej chwili, ponieważ smutek przychodził falami. Oddech jest również falą, więc istniał związek między tym, czego doświadczałam, a tym, jak próbowałam sobie z tym poradzić. Tak więc oddychając starałam się przechodzić świadomie z jednej chwili do drugiej i to było dla mnie kluczowe. Oddychanie jest też rzeczą uniwersalną, ponieważ wszyscy oddychamy, a joga tak naprawdę na tym się opiera.


Praktykowanie jogi bardzo mi pomagało i chciałam przekazać to osobom, które tak jak ja przeżywają żałobę. Ludzie mogą mieć szalone pomysły na temat tego, czym jest joga, ale ja chciałam przede wszystkim, aby te praktyki były proste, tak aby można je było wykonywać na krześle krzesła lub łóżku. Szczególnie podoba mi się praktyka, która opiera się jakby na przytuleniu samego siebie. Chodzi o to by się objąć i skupić na wdechu i wydechu, tak by uzyskać prawdziwe doznanie tego, że oddychasz. W procesie żałoby bardzo często wiele osób odczuwa intensywne doświadczenie bycia poza własnym ciałem. Joga pozwala na delikatny powrót do ciała poprzez oddech. Istnieje również błędne przekonanie, że joga i towarzyszący jej oddech zawsze muszą być delikatne. W rzeczywistości podczas żałoby pojawia się wiele złości. Dlatego też istnieją praktyki oddechowe, które są dość wybuchowe i mają na celu wydostanie tej złości na zewnątrz. Jest taka pozycja zwana drwalem, w której zachowujesz się tak, jakbyś rąbał kawałek drewna, wypuszczając przy tym głośny wydech z ust. W moich praktykach skupiam się na różnych emocjach wynikających z żałoby i zastanawiam się jak można wykorzystać jogę by z nimi pracować. Dzielę się moją wiedzą z osobami uczestniczącymi w grupach wsparcia organizowanych przez fundację Cruse w północnej Anglii oraz wolontariuszami, którzy wspierają osoby w żałobie. Chcę podzielić się z nimi narzędziami, które mogliby używać w swojej pracy.


Kasia - Po śmierci bliskiej osoby bardzo często nie mamy siły psychicznej i fizycznej, żeby cokolwiek robić. Wyjaśniłaś już, jak joga może pomóc w tym trudnym okresie, ale jakie są korzyści z wykonania nawet 10-minutowej sesji jogi?


Emma - Nawet 5-minutowa sesja jogi pozwala na kontakt z oddechem, bo tym właśnie jest joga. Joga bez oddechu to tylko ćwiczenie. Osoby w żałobie bardzo często wręcz torturują się winą i wszystkim tym, co mogliby zrobić w przeszłości. Joga tak jakby, zabiera cię na chwilę z przeszłości, z miejsca, do którego zmierzasz i niepewności, co do przyszłości bez ukochanej osoby. Po prostu sprowadza cię z powrotem do środka chwili obecnej, gdzie jesteś z twoim oddechem. Tak więc nawet pięć minut tej świadomości, poczucia, że ​​twoje ciało porusza się w czasie i przestrzeni i łączy się z twoim sercem, robi różnicę. To dość duży reset i może nastąpić w ciągu kilku minut. Joga łączy również oddech, ruch, umysł i emocje, więc jest holistycznym narzędziem, które zajmuje się złożonością tego, czym jest żałoba. Warto też pamiętać, że joga to ogromna definicja. Łączenie się z naturą to joga, wyjście na spacer, obserwowanie nieba czy zwierząt to także joga.


Kasia - Oddychanie to joga, jak powiedziałaś wcześniej, więc możemy ją ćwiczyć w każdej chwili.


Emma - Ja nie traktuję jogi jako treningu. Ćwiczenia fizyczne są świetne, ale nie o to tutaj chodzi. To ścieżka i filozofia, a dla mnie była jedyną rzeczą, która odnosiła się do każdego aspektu mnie podczas mojej żałoby, bo tak bardzo pomogła mi w powrocie do teraźniejszości. Wyobraź sobie, że leżysz na łóżku, czujesz pościel i temperaturę. Obserwujesz swoje myśli, emocje i oddech, a kiedy to robisz, one nie mają nad tobą kontroli. Jest pewien dystans między tobą a tymi naprawdę silnymi emocjami, które w tej chwili odczuwasz, a joga tworzy tę przestrzeń poprzez świadome oddychanie.


Kasia - W czasie tej 5-minutowej sesji możesz odpocząć od tego, przez co przechodzisz, od twojego bólu i przytłaczających emocji.


Emma - Tak, bo one są bezlitosne, prawda? Więc joga może dać ci trochę oddechu od tej intensywności.


Kasia - Kiedy rozmawiałyśmy ostatnio, powiedziałaś, że internetowa społeczność osób, które są w żałobie naprawdę pomogła ci przejść przez śmierć twojej mamy. Czy mógłabyś opowiedzieć mi o tym więcej?


Emma - Internetowa sieć osób przechodzących przez stratę to po prostu inna forma wspólnoty. Bardzo mi pomagało to, że ludzie, których tam spotkałam naprawdę wiedzieli i wyrażali to jak ja się czułam. Po śmierci mamy byłam bardzo samotna i osądzałam siebie, myśląc, że może powinnam już lepiej sobie z tym radzić albo że powinnam być silniejsza. Wmawiałam sobie wszystkie te rzeczy, które wpaja się nam w społeczeństwie, które ewidentnie nie umie radzić sobie ze śmiercią i żałobą. Moim zdaniem, prawdziwą siłą jest umieć spotkać się ze swoimi uczuciami i uszanować je. Te emocje są na początku tak intensywne, że jest to wręcz przerażające. Kiedy wybuchła pandemia i mój biznes nagle zniknął, pomyślałam, że może bycie online jest sposobem na nawiązanie kontaktu z moimi dotychczasowymi uczniami. Otworzyłam konto na Instagramie i zostałam powalona ilością kont poświęconym żałobie, wiedzą ludzi stojących za nimi, ich zrozumieniem i złością na to jak słabo społeczeństwo radzi sobie z narracją żałobną. Wszyscy tam byli tak brutalnie szczerzy. Jest przecież tak wielu ludzi, którzy nie czują się komfortowo by rozmawiać o śmierci i żałobie. Czują się niekomfortowo, gdy zaczynasz płakać lub wyrażać swoje emocje. Myślę, że ludzie na ogół mają dobre zamiary, a niektórzy mogą uznać te słowa za pocieszające, ale dla mnie próba pocieszenia w stylu: „Twoja mama nie chciałaby, abyś była smutny” lub „Niebo zyskało kolejnego anioła”, nie była wcale pomocą. Bardziej pomocni byliby ludzie, którzy nie próbowaliby robić coś z twoim bólem, tylko utwierdzili cię w przekonaniu, że to co czujesz jest normalne i że masz prawo tak się czuć. Takie lub inne lekceważące stwierdzenia mogą sprawić, że poczujesz się, jakbyś w jakiś sposób ponosiła porażkę. A podczas wypowiadania ich chodzi naprawdę o wygodę innych osób, a nie o twoją. Tak więc, internetowa społeczność osób w żałobie naprawdę wie jak wspierać, bo opierają to na wiedzy i osobistym doświadczeniu.


Kasia - Twoja mama umarła trzy lata temu. Wyobrażam sobie, że nie jesteś teraz tą samą osobą jaką byłaś przed jej śmiercią. Jesteś aktywistką, chcesz swoimi działaniami poprawić jakość życia ludzi w żałobie, ponieważ wiesz, jak trudne było dla ciebie doświadczenie utraty mamy. Domyślam się, że nie słyszysz tego pytania zbyt często, ale ja chciałabym się ciebie zapytać, jak naprawdę się czujesz po tych trzech intensywnych latach?


Emma - Myślę, że dopiero teraz zaczęłam sobie z tym wszystkim jakoś radzić. Wcześniej z powodu pandemii zostałam zmuszona do zatrzymania się bo musiałam przestać pracować i podróżować. Czuję, że sobie radzę, ale radzę sobie gorzej niż wcześniej, ponieważ poczucie jej nieobecności w końcu mnie dopadło. Jestem dalej od ostatniego razu, kiedy ją widziałam i jest to właściwie trudniejsze, bo tak wygląda moja rzeczywistość bez niej i tak już będzie zawsze. Czuję, że śmierć mamy to wciąż najbardziej bolesna rzecz, przez jaką kiedykolwiek przechodziłam.


Kasia - Bardzo dziękuję za podzielenie się tym ze mną. Chciałam zadać ci to pytanie, aby pokazać, że wiele osób ciągle bardzo silnie przeżywa utratę kogoś bliskiego po upływie tego ‘dozwolonego’ roku. Wielu osobom może się wydawać, że minęły już 3 lata, więc musisz sobie radzić dobrze. Jesteś aktywistką w żałobie, działasz w mediach społecznościowych, pracujesz dla organizacji charytatywnej, która wspiera ludzi, którzy przeżywają żałobę, więc to musi oznaczać, że doświadczenie utraty rodzina masz już za sobą. Tym pytaniem chciałam podkreślić, że żałoba to długi i indywidualny proces, w który zaangażowanych jest tak wiele emocji.


Emma - Obezwładniających emocji. To są emocje, które cię porywają przychodząc znikąd. Myślę, że to naprawdę ważne, aby mieć wokół siebie ludzi, którzy to rozumieją, ponieważ przebywanie z osobą w żałobie, szczególnie podczas pandemii, jest bardzo trudne. Jeśli nie otrzymujesz wsparcia od rodziny i przyjaciół, powinieneś iść szerzej – społeczność internetowa, terapia. Użyj tylu form wsparć, ile potrzebujesz, aby przez to przejść, bo to wszystko jest częścią dbania o zdrowie psychiczne. Myślę, że żałoba to naprawdę naturalny proces. Po prostu ludzie to czasami ignorują lub po prostu nie mówią o tym, jak strata całkowicie zmieniła ich życie i musieli zbudować na nowo swoją tożsamość. Im więcej ludzi o tym mówi i to normalizuje, tym mniejsza stygma jest do tego przywiązywana.


Kasia - Zgadzam się. Im więcej o tym mówimy, tym bardziej komfortowo czujemy się z naszymi emocjami.


Emma - A w procesie żałoby przecież pojawiają się niewygodne emocje. Naprawdę ważne jest, aby te emocje wychodziły z nas w zdrowy sposób. Dla mnie śmierć mamy jest dodatkowo trudna bo wydaję mi się jakbym mierzyła się z dożywotnim wyrokiem. Kiedy rozmawiam z osobami, które straciły rodziców 15 lat temu, czasami zastanawiam się czy to właśnie tak będę się czuła za 15 lat? Byłam bardzo zaskoczona, kiedy po tych trzech latach znów to wszystko do mnie wróciło, ponieważ byłam naprawdę przekonana, że najgorsze już za mną. I jest mi niezręcznie o tym mówić, bo wiem, że Twoja strata wydarzyła się 16 miesięcy temu. Uważam jednak, że ludzie, którzy są na wczesnych etapach żałoby muszą to usłyszeć, ponieważ ważne jest, aby znaleźć narzędzia, które pomogą od samego początku, bo będzie to raczej proces, z którym trzeba sobie jakoś radzić przez całe życie.


Kasia - Masz całkowitą rację. Świadomość tego, jak mogę się czuć za kilka miesięcy lub lat, pociesza mnie, ponieważ wiem, że jest coś, co mogę zrobić dla siebie, aby przejść przez to w delikatniejszy sposób.


Emma - Świadomość tego, co możesz zrobić, aby sobie pomóc, oraz posiadanie wokół siebie ludzi, którzy rozumieją, co czujesz, to tak naprawdę połowa sukcesu. Czasami czuję się tym wszystkim bardzo przytłoczona i zdaję sobie doskonale sprawę, że jestem inną osobą niż byłam przed śmiercią mamy. Są ludzie, którzy chcieliby odzyskać dawną mnie, ale tak się nie stanie. Ważne jest, aby poradzić sobie z rzeczywistością nowej sytuacji, a joga może w tym pomóc, ponieważ jest to swego rodzaju podróż do samoakceptacji. Nie jest to łatwe, ale myślę też, że żałoba ma też swoją dobrą stronę. Nasza rozmowa czy osoby, które starają się wesprzeć mi to uświadamiają. Uwielbiam też czarny humor niektórych osób w żałobie wokół tego tematu. Kiedyś żartowaliśmy sobie na temat wszystkich zwierząt, którymi mogli być nasi zmarli rodzice. To było naprawdę zabawne. Tak więc w tym żalu i smutku jest nadzieja, radość i oznaka wielkiej miłości, którą przecież czułaś. Gdybyśmy nie czuli tej wielkiej miłości, żałoba nie miałaby racji bytu.


Kasia - Czy uważasz, że twoje pochodzenie kulturowe lub religia, ukształtowały sposób, w jaki przeżyłaś śmierć mamy? Czy myślisz, że miało to jakiś wpływ na sposób, w jaki przez to przechodziłaś?


Emma - Moi rodzice pochodzą z dwóch różnych krajów. Moja mama pochodziła z Anglii, z Yorkshire, a mój tata jest z Jamajki. Na Jamajce kultura śmierci i bycia w żałobie jest bardzo otwarta. Po śmierci bliskiej osoby ciało jest przynoszone do domu na jakiś czas i przez okres około trzech tygodni ludzie odwiedzają rodzinę by razem pić, tańczyć i jeść. Jest też oczywiście przy tym dużo płaczu i rozmów o zmarłej osobie. Ludzie wpadają bez zapowiedzenia by towarzyszyć w tym procesie, ponieważ kultura jamajska jest bardzo zrelaksowana. Istnieje tam prawdziwa społeczność opiekuńcza. I tutaj sprawy się dla mnie komplikują, ponieważ mój tata przyjechał do Anglii, gdy był bardzo młody, więc został oderwany od tej kultury. Jego odpowiedź na śmierć i żałobę była bardzo zgodna z narracją brytyjską lub europejską, że lepiej o tym nie rozmawiać lub tam nie iść. Zastanawiam się więc, czy gdybym mieszkała na Jamajce, to moje doświadczenie utraty mamy byłoby inne? Jeśli chodzi o religię, to wychowałam się jako chrześcijanka i wierzę w życie pozagrobowe. Tu chciałabym wspomnieć, że joga nie jest religią, to raczej filozofia. Możesz być chrześcijańskim joginem i muzułmańskim joginem. Nie lubię etykietek wokół religii, ponieważ mają one tak wiele podobieństw. Po prostu posługują się innym językiem opisując te same konstrukcje. Więc w kontekście chrześcijaństwa, myślę, że możemy zwrócić się ku duchowości. Zawsze uważałam, że energia, która nas otacza nigdy nie umiera, może się tylko przemieniać. Widzę w tym jednak pewną sprzeczność, bo czasami zastanawiam się: Czy ja aby nie łudzę się, że ona ciągle jest wokół mnie? Ale z drugiej strony, jeśli takie podejście ma mnie pocieszać, to nie ma w tym nic złego. Nigdy nie poznamy ostatecznych odpowiedzi na temat wszechświata, więc ja wybieram wierzyć, że ona jest w pobliżu, a jej energia po prostu trwa.


Kasia - Napisałaś książkę o swojej mamie zatytułowaną "Nie można przytulić motyla: miłość, strata, żałoba i joga". Ciekawi mnie historia kryjąca się za tytułem.


Emma - Latem, kiedy zmarła moja mama, byłam otoczona motylami zwanymi bielinkami kapustnikami. Z jakiegoś powodu w naturalnym świecie było dużo tych motyli, a po śmierci mojej mamy było ich pełno w moim ogrodzie. W tym samym czasie gdy przechodziłam przez ten obezwładniający ból po stracie, byłam otoczona pięknem, a te motyle zaczęły w pewnym sensie reprezentować moją mamę. A ponieważ zaczęły ją reprezentować, uświadomiłam sobie, że my jako ludzie tęsknimy za naszą zwierzęcą matką lub zwierzęcym ojcem. Tęsknimy za ich zapachem, głosem i tuleniem się do nich. Chociaż motyle mnie pocieszały, nie mogłam ich przytulić. Stąd pochodzi tytuł. Myślę, że to właśnie odzwierciedla rzeczywistość żałoby. Bez względu na to, jak bardzo wierzysz w życie pozagrobowe, musisz poradzić sobie z tą fizyczną utratą zwierzęcia opiekuna, którego utraciłaś, a to jest niezwykle trudne.


Z angielskiego przetłumaczyła: Kasia Borowczak

 

Więcej o Emmie możecie znaleźć na jej stronie https://www.emmaliveyoga.com/ oraz Instagramie @emmaliveyoga

Zdjęcie @zbalanceinlife