• Kasia Borowczak

Rozmowa Krissi Driver ze Stanów Zjednoczonych, która mieszka i pracuje w Południowej Korei

Kasia - Jak się czujesz, gdy myślisz lub mówisz o swoim tacie i jego śmierci, która wydarzyła się ponad 20 lat temu?


Krissi - Mój tata zmarł w 1996 roku, kiedy byłam dzieckiem. To był dla mnie naprawdę trudny czas i zajęło mi ponad 20 lat aby całkowicie zamknąć tą ranę. Kiedy myślę o moim tacie dzisiaj, zastanawiam się, jak mogłoby wyglądać jego i moje życie, gdyby jeszcze żył.

Chciałabym, żeby mój tata był tutaj i żebym mogła mieć z nim relację jako dorosła osoba. Mój tata był bardzo zabawnym człowiekiem i robił wiele dziwnych rzeczy. Dorastał na farmie, więc kiedy spotykam się z moimi ciociami i wujkami, często opowiadają mi historie z jego dzieciństwa oraz absurdalne rzeczy, które robili razem. Gdy słucham tych opowieści, czuję, że chciałabym, aby mój tata był obecny w moich dorosłym życiu.


Kiedy o tym wszystkim myślę, nie odczuwam takiego samego bólu, jakiego doświadczałam w przeszłości. Czuję jednak pustkę, która nigdy nie zostanie całkowicie wypełniona. Zdałam sobie sprawę, że im jestem starsza, tym bardziej nauczyłam się to akceptować i uznawać jako moje doświadczenie.


Kasia - A lubisz rozmawiać o swoim tacie?


Krissi – Tak, lubię. Ja bardzo szanuję mojego tatę. To, co najbardziej kocham o tym, co o nim wiem, to jego życiowa pasja do pracy z dziećmi. Był pastorem i zawsze w niedzielne poranki prowadził specjalne nabożeństwo dla dzieci. Uwielbiał to robić. Myślę, że to jego zasługa, że i ja tak bardzo lubię pracować z najmłodszymi. Prawdopodobnie odziedziczyłam to po nim, a to sprawia, że czuję, że mam z nim wyjątkową więź.


Kasia - Kiedy rozmawiałyśmy ostatnio, powiedziałaś, że spędzenie większej ilości czasu z rodziną twojego taty pomogłoby ci w procesie żałoby. Dlaczego?


Krissi - Aby odpowiedzieć na twoje pytanie, muszę opowiedzieć ci o tym, co się właściwie wydarzyło. Mój tata od dawna marzył by zostać chrześcijańskim misjonarzem. W 1996 roku przenieśliśmy się na Litwę, po jego podróży tam w 1995 roku, podczas której odwiedził kilku swoich przyjaciół misjonarzy. Podczas przeprowadzki, mój tata był chory, ale wszyscy po prostu myśleli, że ma lekkie zapalenie płuc. Mieszkaliśmy na Litwie przez około 3 tygodnie, kiedy mój tata miał nagły atak. Byłam tego świadkiem i do dziś jest to najbardziej przerażająca rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam.


Ratownicy zabrali go do szpitala, gdzie wykryto u niego guza mózgu. Poinformowali nas, że nie wiedzą jak bardzo jest zaawansowany, ani jaka jest jego przyczyna, ale potwierdzili, że to rak, którego nie mogą leczyć na miejscu. Mieliśmy mieszkać na Litwie przez 2 lata, ale po 3 tygodniach wróciliśmy do Stanów Zjednoczonych i przeprowadziliśmy się do małej rolniczej społeczności, gdzie mój tata dorastał, a jego rodzice nadal mieszkali. Kilka tygodni później mój tata zmarł.



Mieszkaliśmy wtedy tuż obok rodziny mojego taty, więc można by pomyśleć, że spędzaliśmy razem dużo czasu przeżywając jego śmierć wspólnie, ale tak nie było. Kilka miesięcy po jego śmierci, kiedy skończyła się szkoła, moja mama, siostra i ja wyprowadziłyśmy się i właściwie przez trzy lub cztery lata w ogóle nie widziałam rodziny mojego taty. Poniekąd było to spowodowane tym, że czułam, że nie dam rady wrócić do miejsca, w którym wiedziałam, że on umarł. Nie wiedziałam też, jak wyrażać swoje uczucia. Było to więc dla mnie naprawdę izolujące przeżycie. Byłam wtedy też na początku okresu dojrzewania, podczas którego dzieje się tak wiele w życiu dziewczynki. Rodzina mojej mamy też nie bardzo wiedziała, jak mi pomóc, więc czułam, że nie mam nikogo z kim bym mogła porozmawiać, ani kogoś kto by rozumiał mój smutek. W konsekwencji cały czas byłam po prostu zła.


Myślę, że gniew stanowi dużą część żałoby i odgrywa dużą rolę w sposobie w jakim ją przeżywamy. Niektóre emocje chyba po prostu nigdy nie znikają. Do dziś czuję złość myśląc jak postępowała moja mama po śmierci taty. Wiem, że miała wtedy 34 lata i niespodziewanie straciła męża. Nie miała wykształcenia uniwersyteckiego, ani pracy. Skończyła tylko dwa lata w szkole biblijnej. Miała dwójkę małych dzieci, którymi musiała się opiekować. Nie miała pojęcia, co robić więc domyślam się, że była po prostu przerażona całą tą sytuacją.


Jej mama, moja babcia, odegrała naprawdę dużą rolę w tym jak potoczyły się losy mojej rodziny zaraz po śmierci mojego taty. Kiedy to się wydarzyło, przekonała moją mamę, żeby zamieszkała z nią, nie zważając kompletnie na to, że moja siostra i ja potrzebowałyśmy być więcej z rodziną naszego taty. Obwiniam babcię bardziej niż mamę za to, że tak trudno mi było uporać się z moją stratą, ponieważ myślę, że moja mama była w takim momencie swojego życia, w którym była totalnie niezdolna do samodzielnego działania. Po prostu wybrała to, co było jej znane.


Kasia - A twoja babcia pewnie po prostu nie wiedziała, jak lepiej wspierać w tym wszystkim ją i ciebie.


Krissi - Racja. Nie chodziło o to, że moja babcia zrobiła coś złego, ale zdecydowanie jej zachowanie było samolubne. Nie wiedziała, jak nam pomóc, więc jej sposobem na wsparcie córki było: „Przyjedź i pozwól mi wszystko naprawić”. Wciąż się z tego powodu wściekam, bo czuję, że te kilka lat, zanim moja mama wyszła za mąż po raz drugi, zostały mi w pewien sposób zabrane. Nie mogę już nic z tym zrobić, ale nadal jest to coś, czego prawdopodobnie nigdy w pełni nie wyleczę. Boli mnie, że ktoś dokonał za mnie wyborów i nie były one najlepsze.


Żałuję, że nie miałam szansy na wspólne przeżywanie żałoby z rodziną mojego taty, ponieważ pogrążona w swoim własnym smutku, nie zdawałam sobie sprawy, że oni też rozpaczają. W 2015 roku pojechałam na pogrzeb mojej babci – mamy mojego taty – i muszę powiedzieć, że pobyt z rodziną oraz rozmowa o moim tacie były czymś totalnie kojącym dla mnie. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tego potrzebowałam. Pierwszy raz spędziłam Święta Bożego Narodzenia z nimi, kiedy byłam w Stanach Zjednoczonych w 2017 roku. Minęło 21 lat, odkąd byłam ostatni raz na rodzinnym spotkaniu świątecznym. Było cudownie, świetnie się bawiliśmy. Myślę, że spędzanie z nimi większej ilości czasu jako dziecko byłoby naprawdę pozytywnym

doświadczeniem, nawet gdyby moja mama nam nie towarzyszyła.


Kasia - A czy było coś, co pomogło ci poczuć się trochę lepiej po śmierci taty? Przyjaciel lub nauczyciel, który cię wspierał, lub zajęcie, które sprawiało ci radość?


Krissi - Moja nauczycielka podczas tamtego roku była fantastyczna. Sama miała raka, zdiagnozowanego kilka lat wcześniej i z tego powodu musiała przejść amputację nogi. Wydaje mi się, że była wtedy blisko emerytury, Myślę sobie, że jej doświadczenie choroby, strach o własne życie i te wszystkie lata nauczania w tej samej społeczności rolniczej pomogły jej zrozumieć, przez co przechodzę. Pamiętam, że była po prostu taka cierpliwa, miła i kochająca. Pomogła mi bardzo, bardziej niż mogłam sobie z tego wtedy zdawać sprawę. Dość często zdarza mi się o niej myśleć.


Jednym z powodów, dla których czułam się tak samotna, było to, że nie miałam nikogo bliskiego. Miałam tylko kolegów ze szkoły, których poznałam zaledwie kilka miesięcy wcześniej, a po śmierci taty nie chodziłam w ogóle do szkoły przez trzy tygodnie.


Kasia - Twoi koledzy i koleżanki ze szkoły poznali cię, gdy ty i twoja rodzina przechodziliście przez chorobę ojca, więc nie mieli szansy cię właściwie poznać.


Krissi - Dokładnie. Na dodatek wszyscy z mojej klasy mieszkali w tej społeczności przez całe życie. Nie było jednak tak, że nie czułam się lubiana przez moich rówieśników, ale było mi ciężko, bo nie miałam bliskich przyjaciół, którzy dobrze mnie znali. Potem wyprowadziliśmy się z tamtego miejsca, a trzy lata później ponownie i później raz jeszcze. Więc tak naprawdę nigdy nie miałam kogoś, kogo mógłabym nazwać „starym przyjacielem”. Kogoś, do kogo mogłabym zadzwonić i powiedzieć „jest mi ciężko”. Nie byłam też zbyt blisko z moją mamą i siostrą. Dopiero kiedy zaczęłam studia, znalazłam „swoich ludzi”. Nie rozmawiam z nimi o moim tacie, ale rozmawiamy o rzeczach, które są dla mnie ważne. Chyba tak jest, bo wydaję mi się, że żałoba po moim tacie jest dla mnie dość odległym już tematem.


Kasia - W twoim komentarzu pod postem o moim projekcie na koncie IG projektu Folkalist napisałaś, że strata kształtuje i zmienia nas na tak wiele różnych sposobów. Powiedziałaś, że chociaż czujesz, że twój proces żałoby dobiegł końca, nadal odczuwasz pewne emocje, gdy myślisz o swojej stracie. Jak twoja strata i sposób, w jaki ją przeżywałaś, ukształtowały cię?


Krissi - Rana po mojej stracie jest zamknięta, ale pozostała blizna, która nigdy nie zniknie. Kiedy mówię o moim doświadczeniu, myślę głównie o złości i samotności, których doświadczyłam. Można to określić jako pocieranie blizny i przypominanie sobie, jak to było.


Z biegiem lat nauczyłam się więcej o sobie, rozmawiając z rodziną i słysząc o tym, jaki był i co robił mój tata. To naprawdę pomogło mi poczuć z nim więź.


Kiedy wracam myślami do tego przez co przeszłam jako młoda osoba, dochodzę do wniosku, że nasze wybory i doświadczenia w pewien sposób nas kształtują, ale kiedy się starzejemy i dowiadujemy się więcej o ludziach z naszej przeszłości, także tych, których straciliśmy, to niejako na nowo kształtuje się w nas nasze podejście do życia. Ja, na przykład, bardzo często myślę o mojej ścieżce zawodowej i więzi, którą znalazłam w ciągu ostatnich kilku lat z moim tatą. To naprawdę zmieniło moje spojrzenie na wybory, których dokonałam. Zdałam sobie przez to sprawę, że chcę być bardziej jak mój tata, być szczerym i dobrym człowiekiem oraz uczynić świat lepszym miejscem. Mój tata tak bardzo tego pragnął, nawet jeśli nigdy nie mówił tego na głos.


Kasia - Wspomniałaś, że twoja rodzina była bardzo religijna, kiedy dorastałaś. Czy mógłabyś mi powiedzieć, w jaki sposób twoja religia (chrześcijaństwo zielonoświątkowe) ukształtowała sposób, w jaki przeżywałaś śmierć taty?


Krissi - Tak, moja rodzina była oczywiście bardzo religijna. Noc przed śmiercią mojego taty było Halloween. Nam dzieciom nie wolno było bawić się w „cukierek albo psikus”, ponieważ mój ojciec był pastorem. Wyglądałoby to źle gdybyśmy to robili. Noc przed jego śmiercią byliśmy wszyscy w domu. Rozmawialiśmy bardzo otwarcie o tym, że mój tata ma raka, widzieliśmy, jak traci włosy i zażywa tony leków. Tego dnia zapytał mnie: „Martwisz się o mnie?”. Odpowiedziałam, że tak, a on na to powiedział: „Nie musisz się martwić. Jezus mnie uzdrowi”. Następnego dnia umarł.


Chociaż mój ojciec miał raka czwartego stopniu zaawansowania, był całkowicie przekonany, że zostanie cudownie uzdrowiony, i że wrócimy na Litwę, gdzie poczuje się lepiej. Tak do tego podchodziliśmy podczas całego trwania jego choroby. To, że usłyszałam od niego 24 godziny przed jego śmiercią, że zostanie uzdrowiony było moim pierwszym znakiem zapytania odnośnie mojej religii. To był dla mnie pierwszy sygnał, że moja religia tak naprawdę nie odzwierciedla tego, w co wierzę. I muszę przyznać, że przez długi czas było to dla mnie bardzo trudne.


Kasia - Mieszkasz w Korei Południowej od 8 lat, więc chciałam Cię zapytać, czy zauważyłaś coś szczególnego w podejściu Koreańczyków do śmierci i umierania. Jakie dostrzegasz różnice między twoją a ich kulturą?


Krissi - Jest wiele rzeczy, którymi Koreańczycy bardzo chętnie dzielą się z obcokrajowcami. Wiele jednak wolą zachować dla siebie. Jedną z tych rzeczy jest śmierć i proces żałoby. Z tego też powodu nie za wiele o tym mogę Ci opowiedzieć.


Nie tak dawno temu uczestniczyłam w pożegnaniu mamy mojej koleżanki. Miała raka i zmarła w hospicjum. Zgromadziliśmy się w małym pokoju, w tym samym budynku, zarezerwowanym tylko dla jej rodziny, gdzie znajdowało się zdjęcie jej mamy oraz kilka mat rozłożonych na podłodze. Wszyscy ukłoniliśmy się przed jej wizerunkiem. Dokładnie 50 dni po jej śmierci, moja przyjaciółka spotkała się ponownie z rodziną, aby powspominać i uhonorować to, że umarła.


Kilka tygodni temu zapytałam koleżankę, jak sobie radzi po stracie mamy i szczerze mówiąc, nie sądzę, że wiedziała, jak mi odpowiedzieć. Ludzie tutaj o to nie pytają. Nieczęsto rozmawiamy o śmierci i umieraniu na Zachodzie, ale tutaj absolutnie nikt o tym nie mówi. Koreańczycy, tak naprawdę, niechętnie mówią o swoich uczuciach.


Z angielskiego przetłumaczyła: Kasia Borowczak

 

Krissi Driver jest freelancerką oraz trenerką pisania contentu mieszkającą w Korei Południowej. Uczy kobiety, jak założyć niezależny biznes pisarski podczas 6-tygodniowego kursu, tak aby mogły uzupełnić lub zastąpić dochód w pełnym wymiarze godzin i zbudować życie, którego pragną. Z jej strony internetowej www.krissidriver.com można pobrać bezpłatny e-book Krissi zatytułowany „7 Steps to Start a Profitable Freelance Writing Business”. Jej konto na Instagramie to @krissidriver.