• Kasia Borowczak

Rozmowa z Sally z Anglii

Kasia - Doświadczyłaś w swoim życiu wiele śmierci bliskich Ci osób więc czy uważasz, że jako społeczeństwo powinniśmy nauczyć się lepiej radzić sobie z rozmowami na temat śmierci, umierania i wspierania innych w żałobie?


Sally - Z pewnością. Ludzie boją się rozmawiać o śmierci i żałobie z różnych powodów. Przede wszystkim czują się niezręcznie i boją się powiedzieć coś niewłaściwego, i zamiast powiedzieć coś niewłaściwego, nie mówią nic. Myślę, że dużo lepiej jest coś powiedzieć, nawet jeśli będzie to coś nieodpowiedniego, niż nic nie mówić. Jeśli nie rozmawiamy o śmierci naszych bliskich i nie wspieramy w smutku i żałobie to prawie tak, jakbyśmy zaprzeczali istnieniu osoby, która umarła i za którą tęsknimy. Jestem pewna, że bywały momenty kiedy unikałam tego tematu, pomimo faktu, że sama doświadczyłam śmierci wielu drogich mi osób, i mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Dlatego tak ważne jest, aby nieustannie przyglądać się naszej zdolności do radzenia sobie z uczuciami innych osób, które przeżywają żałobę. Ale jako kultura i społeczeństwo zdecydowanie musimy się wiele nauczyć na temat naszego stosunku do śmierci i umierania.


Kasia - Pytanie jak to zrobić? Nie wiem czy znam na to odpowiedź.

Sally - Jestem Brytyjką i mogę tylko się wypowiadać o mojej kulturze i muszę powiedzieć, że jesteśmy całkiem… A może ty mi powiedz jacy my Brytyjczycy jesteśmy?


Kasia - Cóż, kiedy zmarł mój tata, najpiękniejsze kondolencje otrzymałam właśnie od moich brytyjskich znajomych. Byłam też bardzo dobrze traktowana przez mojego brytyjskiego pracodawcę i kolegów z pracy. Otrzymałam płatny urlop okolicznościowy, kwiaty i kartkę podpisaną przez wszystkich. Czy to coś mówi o brytyjskim kulturowym podejściu do śmierci i wspierania w żałobie?


Sally - To interesujące, ponieważ mamy reputację zdystansowanych.


Kasia - Ale jesteście też bardzo uprzejmi i dyplomatyczni w swoich wypowiedziach i zachowaniach.


Sally - Szczerze mówiąc trudno jest ocenić własną kulturę. Niektóre kultury o wiele wyraźniej wyrażają swój smutek i są o wiele bardziej ekspresyjne jeżeli chodzi o okazywanie swoich emocji czy płaczu. To nie jest naturalne dla nas. Nie oznacza to jednak, że coś jest nie tak z naszą reakcją na śmierć. I naprawdę miło mi słyszeć, że byłaś tak dobrze traktowana w pracy. Czy zauważyłaś różnicę między sposobem w jaki Brytyjczycy i nie-Brytyjczycy zachowywali się wobec Ciebie po śmierci Twojego taty?


Kasia - Tak naprawdę myślę, że to zależało bardziej od osobowości i chęci do mówienia o śmierci i umieraniu niż od pochodzenia etnicznego.


Sally - Prawdopodobnie masz rację. Myślę, też że doświadczenie śmierci w swoim życiu robi różnicę. Mniej niechętnie podchodzi się do tego tematu i wie się jak to jest radzić sobie z niezręcznością innych ludzi wokół tego. Więc nie sądzę, że można uogólniać jeśli chodzi o podejście kulturowe do śmierci ponieważ, jak sama mówisz, chodzi głównie o twoją osobowość, relacje, które masz z przyjaciółmi i rodziną oraz twoją własną zdolność do radzenia sobie z emocjami. Kiedy umarła moja mama, byłam dzieckiem, miałam 13 lat, więc było zupełnie inaczej. Pochodzę z rodziny, która tak naprawdę nie komunikowała się na poziomie emocjonalnym, a już na pewno nie z moim tatą w tamtym czasie. W konsekwencji tak naprawdę nie rozmawialiśmy o tym, co się stało. Nie mówię, że nie poradziliśmy sobie dobrze ze śmiercią mojej mamy, ale podeszliśmy do tego po prostu w inny sposób. Dość często słyszysz, że rodziny się scalają po śmierci kogoś bliskiego, u nas tak nie było. Nie oznacza to, że mam to mojemu tacie i siostrze za złe. Ja jestem jednak z tego pokolenia, że mój tata był często nieobecny bo chodził do pracy, a że był raczej powściągliwym człowiekiem to nie znaliśmy się tak dobrze.


Kasia - Dynamika rodziny w tamtym czasie była zupełnie inna. Twoja mama zmarła w latach 70, prawda?


Sally - Tak, w połowie lat 70.


Kasia - Kiedy wracasz do tego okresu, myślisz, że powinniście częściej rozmawiać o Twojej mamie i jej śmierci? Czy tak jak było jest w porządku?


Sally - Myślę, że my po prostu to zaakceptowaliśmy i nie kwestionowaliśmy sposobu, w jaki sobie z tym radziliśmy. To racja, że z perspektywy czasu mogłabym spojrzeć wstecz i pomyśleć: „Tak, byłoby miło, gdybyśmy rozmawiali”, ale po prostu tego nie robiliśmy. Mój tata napisał do mnie i mojej siostry dwa listy, nie pamiętam, w jakim przedziale czasowym, z których dowiedziałam się więcej na temat jego uczucia do mojej mamy niż z jakiejkolwiek innej rozmowy, którą mieliśmy. Ale nie podchodzę do tego krytycznie, ponieważ mój tata radził sobie niewiarygodnie dobrze w prowadzeniu domu. Szczerze mówiąc, mam niewyraźne wspomnienia z tamtego okresu i nie pamiętam dobrze pierwszego roku. Czasami, gdy zdarza się trauma, a śmierć mojej mamy była nagła, twój umysł blokuje nieprzyjemne wspomnienia.


Kasia -A czy pamiętasz, co czułaś lub co myślałaś, kiedy zmarła Twoja mama? Jakieś konkretne myśli lub emocje?


Sally - Pamiętam, jak tata powiedział mi co się stało, ale późniejsze wspomnienia są jakby zamazane. Mama zginęła w wypadku samochodowym, w którym wszyscy uczestniczyliśmy. Spędziłam po tym miesiąc w szpitalu. Początkowo bardzo trudno było mi uwierzyć w to, co się dzieje i czułam, że to tylko zły sen. Dotarło do mnie dopiero, kiedy wróciłam do domu, a mamy tam nie było. To było okropne, więc żeby rozluźnić atmosferę powiedziałam jakiś nieodpowiedni żart.


Kasia - Pamiętasz ten żart? Co powiedziałaś?


Sally - To nawet nie był żart, po prostu skomentowałam, że stół jest źle nakryty. Z mojej strony było to beztroskie, ale tata powiedział coś w stylu „Nie żartuj nawet tak”.


Kasia - Ciekawe, że wciąż pamiętasz tę sytuację.


Sally - Pamiętam, co jest naprawdę dziwne, biorąc pod uwagę to, że wiele wspomnień z tamtego roku pamięć wymazała. Pamiętam przeprowadzkę, dzień uśpienia psa i dwukrotne włamanie podczas naszych pierwszych wakacji po wypadku. Ale nie pamiętam jak się czułam i nie pamiętam najgorszych kawałków, co prawdopodobnie wyszło mi na dobre. Jestem pewna, że wszyscy byli naprawdę mili. To interesujące jak twój umysł może całkowicie wyczyścić traumę, aby dalej jakoś funkcjonować. To był mój sposób na ochranianie siebie co prawdopodobnie stanowi inny aspekt żałoby, gdy następuje ona po traumatycznym wydarzeniu.


Kasia - Chociaż twoje wspomnienie są niewyraźne, to kiedy wracasz w myślach do tamtego roku, co myślisz o sobie i całej sytuacji?


Sally - Co ciekawe, w zeszły weekend rozmawiałam z moją siostrą na ten temat i mówiłyśmy o tym, że tata był zaskoczony jak dobrze się przystosowałyśmy do zaistniałej sytuacji. Czułam się winna z tego powodu, bo wtedy musiał myśleć, że śmierć naszej mamy nas w ogóle nie obeszła. Aly my po prostu nie wiedziałyśmy jak z nim rozmawiać i dzielić się naszymi smutkiem. Moim sposobem radzenia sobie z tym było spędzanie czasu w domach przyjaciół, gdzie było znacznie weselej i normalniej. Czułam się winna, ponieważ odrzucałam dom rodzinny. Kiedy jesteś dzieckiem, jesteś bardziej samolubny, a twoim sposobem radzenia sobie z rzeczywistością jest ucieczka od nieszczęścia. Dbałyśmy również o to z siostrą, aby nie sprawiać dodatkowych kłopotów mojemu tacie. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć co skłoniło nas do przekonania, że zasmuca go, jak mało emocji wyrażałyśmy po śmierci mamy. Prawdopodobnie było to spowodowane brakiem komunikacji między nami.


Kasia - Jako dorosła nie kwestionowałaś tego, jak sobie z tym wszystkim radziliście?


Sally - Nie, bo ja nie uważam, że powinniśmy byli postępować inaczej. Po prostu myślę, że poradziliśmy sobie z tym w najlepszy możliwy wtedy sposób i sposób w jaki zostaliśmy wychowani. I jak o tym myślę to nie mam wrażenia, że moje cierpienie było długie. Przeszliśmy przez to i prawdopodobnie w wyniku tego, co się stało, istnieje tego jakieś dziedzictwo, ale na chwilę obecną decyduję się w to nie zagłębiać.


Kasia - A kiedy umarł twój ojciec, jak się czułaś?


Sally - Po tym, jak wyprowadziłam się z domu, nasza relacja stała się coraz lepsza. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Wiedziałam 6 miesięcy przed, że umiera, więc to doświadczenie różniło się od nagłej śmierci mojej mamy.


Kasia - To nie musi oznaczać, że byłaś na to przygotowana.


Sally - Sposób, w jaki radzę sobie ze śmiercią, może wydawać się ludziom dość oschły. Udaję mi się odłożyć emocje na bok na jakiś czas, by powoli sobie z nimi radzić. Zabawne, że mój ojciec był taki sam. Po jego śmierci było wiele do załatwienia, więc początkowo wyciszyłam swoje emocje, uporządkowałam najpotrzebniejsze sprawy wraz z drugą żonę mojego taty, a emocje schodziły ze mnie powoli później. Ten sposób radzenia sobie z silnymi przeżyciami działał szczególnie na początku, i nie mówię, że to dobrze ani źle. Potem długo za nim tęskniłam i ciągle w sumie tęsknie. Pamiętam, jak myślałam przez lata „O mój Boże, przecież już nigdy go nie zobaczę”.


Kasia - W jakim wieku byłaś jak umarł?


Sally - Miałam 34 lata. To było 26 lat temu w tym roku. Nawet teraz bardzo mi przykro, że nie znałam go jako starszego człowieka. Miał 69 lat, to jest rozsądny wiek, ale nie był stary. I strasznie mi żal tych rozmów, które mogliśmy odbyć, a nie odbyliśmy. Dużo czasu zajęło nam poznanie się i jest tyle rzeczy, których się o nim nie dowiedziałam. To, co naprawdę nas połączyło to muzyka. Kiedy dorastałam, a także później jak mialam 20 kilka lat, mieliśmy w zwyczaju po prostu siedzieć w domu i słuchać muzyki. Po jego śmierci przez długi czas trudno mi było słuchać muzyki klasycznej, ponieważ mi o nim przypominała. Pamiętam też, jak wiele lat później poszłam z koleżanką z pracy do Royal Ballet w Londynie, aby zobaczyć Dziadka do Orzechów. Byłam na tym jako dziecko z obojgiem moich rodzicami. Podczas jednego szczególnie emocjonującego momentu baletu pamiętam, jak poczułam się przeniesiona z powrotem do dzieciństwa, kiedy wszystko było bezpieczne i wszyscy żyli. Łzy po prostu płynęły z moich oczu, a ja miałam nadzieję, że nikt tego nie zauważył.


Kasia - Następnym razem, gdy będę oglądała Dziadka do Orzechów, będę myślała o Tobie i Twojej rodzinie.


Sally - I cieszę się, że potrafię być emocjonalna od czasu do czasu, ponieważ jak mówiłam sposób, w jaki czasami reaguję na śmierć jest dość zimny, nawet w moim własnym odzuciu.


Kasia - Do tej pory poruszyłyśmy głównie to jak przeżyłaś straty bliskich osób w twoim życiu, ale musiałaś też przecież wspierać wielu znajomych i członków rodziny w żałobie. Kiedy rozmawiałyśmy ostatnim razem, powiedziałaś, że w kontakcie z osobą w żałobie starasz się unikać mówienia pewnych rzeczy, ponieważ wiesz, że mogą one nie przynieść niczego dobrego.


Sally - Osobiście uważam, że każdy człowiek inaczej przechodzi żal po śmierci bliskiej osoby. Ja mam swój własny sposób radzenia sobie z tym, który jest bardzo stonowany i powolny ale niektórzy ludzie od razu odczuwają traumę po śmierci. Dlatego mam nadzieje, że nie za często mówię by pocieszyć: „Przechodziłam przez to samo, więc wiem, co czujesz”, ponieważ tak naprawdę nie wiem, jak się czuje ta osoba i to jakby zaprzecza ich własnemu poczuciu żałoby. Chociaż może pomóc to, że inni ludzie również przez to przeszli, to dla osoby, która właśnie straciła ukochaną osobę, jej żałoba jest wyjątkowa. Chodzi przecież o kogoś kto jest w żałobie, a nie o mnie. Mam więc nadzieję, że nie wypowiadam takich słów, naprawdę staram się tego nie robić.


Kasia - Problem leży w tym, że kiedy rozmawiamy z drugą osobą, koncentrujemy się głównie na mówieniu i odpowiadaniu, a nie na słuchaniu i dawaniu przestrzeni na rozmowę.


Sally - Tak, nie radzimy sobie najlepiej w milczeniu i przerwach podczas rozmowy. Czasami ich potrzeba bo wystarczy posłuchać i poczekać aż ludzie znów zaczną mówić.


Kasia - Bo to może zachęcić do rozmowy i otworzenia się.


Sally - Nie wiem, czy to trochę nie na temat, ale dla mnie największym wyzwaniem było wspieranie przyjaciela, u którego zdiagnozowano chorobę neuronu ruchowego w wieku 28 lat. To nie było wspieranie w żałobie, ale w obliczu śmierci. Był bardzo inteligentny i elokwentny i nic nie można było zrobić by go uchronić przed niewygodną prawdą. Zbyt długo zajęłoby mi teraz opowiedzenie mojego własnego poczucia niezręczności kiedy powiedział mi o swojej diagnozie oraz wtedy gdy zaczął tracić mobilność oraz mowę. Prowadził nas, tym którzy go odwiedzali i wspierali, przez swoją rzeczywistość na wiele różnych sposobów pomagając nam przezwyciężyć naszą niezręczność w obliczu jego brutalnej choroby. To powinno działać chyba w drugą stronę, ale on był w tym niezwykły. Dzięki temu, że nas kierował, stawałam się lepsza we wspieraniu go. Mam nadzieję, że byłam dla niego dobrym przyjacielem, ale zawsze mi się wydawało, że niewystarczająco dobrym. Niektórzy z jego przyjaciół nigdy go nie odwiedzili ponieważ po prostu uznali to zbyt trudne. Trudne dla nich. A co z nim?


Kasia - To bardzo ważna rzecz, o której należy pamiętać, kiedy angażujesz się we wspieranie kogoś, kto przeżywa trudny okres. Chodzi bardziej o osobę w potrzebie niż o Ciebie.


Sally - Dokładnie. To ciąglę jest dla mnie wyzwaniem i czuję, że naprawdę czasami powinnam to robić lepiej. Także rozmawiajmy więcej o śmierci, umieraniu i wspieraniu w tym procesie.


Z angielskiego przetłumaczyła: Kasia Borowczak